Aktualności

„Jawor” cztery lata później

19.05.2026 • Tomasz Oleszczuk, Daniel Niezdropa

W 2022 roku pisaliśmy w Stołecznym Magazynie Policyjnym o Łukaszu Jaworskim, policjancie z Komendy Rejonowej Policji Warszawa VII, który specjalizuje się w ultramaratonach. Postanowiliśmy sprawdzić, czy dalej biega, czy może w końcu zwolnił swoje sportowe tempo i co zmieniło się w tym czasie w jego życiu? Jakie nowe wyniki dopisał do swoich osiągnięć, jak obecnie trenuje i jakie ma plany na przyszłość? Czy „Jawor” dalej biegnie? Nie tylko te, ale również inne wątki poruszyliśmy w kolejnej ciekawej rozmowie o sporcie i nie tylko.


Tuż po ukończeniu Biegu Szlakiem Orlich Gniazd, w tle Klasztor na Jasnej Górze w Częstochowie
Zdjęcie: Archiwum prywatne Łukasza Jaworskiego

Co zmieniło się w ostatnich czterech latach w biegach? Tyle już minęło czasu od ostatniego wywiadu dla naszej gazety.

Od ostatniego wywiadu minęło 4 lata. W tym czasie przemierzałem kolejne ultramaratony górskie, bo postawiłem sobie za cel ukończyć wszystkie dostępne w Polsce.

Powiedz, czy już to osiągnąłeś?

Jeszcze nie, ale wciąż biegnę (śmiech). Pozostało mi już ich naprawdę niewiele. Planując imprezę, za każdym razem wybieram nową trasę. Każdy bieg jest inny, a ja lubię najbardziej ten moment, kiedy za kolejnym zakrętem zachwyca mnie coś nowego.


Niepokorny Mnich to ekstremalny ultramaraton górski o długości 95 km
Zdjęcie: Archiwum prywatne Łukasza Jaworskiego

Czy w dalszym ciągu są u Ciebie „na topie” tylko biegi „ultra”?

Interesują mnie przede wszystkim dystanse zaczynające się od 100 kilometrów wzwyż, a najlepiej czuję się w biegach od 120 km do 180 km z przewyższeniami sięgającymi około 8000 metrów.

Czym różnią się od siebie wydarzenia sportowe, w których dotychczas brałeś udział?

Żadne nie było i nie jest takie samo. Są różne rodzaje tras np. crossowe, górskie, asfaltowe lub mieszane. Planując bieg, należy brać pod uwagę jego długość, ilość przewyższeń, lokalizacje oraz ilość pit stopów (punktów odżywczych). Do tego dochodzi pora roku i warunki atmosferyczne panujące na trasie, jak również inne nieprzewidziane czynniki – począwszy od zaburzenia homeostazy (równowagi) organizmu (odwodnienia, skurcze, hipotermia, czy też problemy z żołądkiem itp.), a skończywszy na uwarunkowaniu terenu (powalone drzewa, błotne ścieżki, rzeki itp.).


Garmin Ultra Radków, pierwsze miejsce w kategorii 40+
Zdjęcie: Archiwum prywatne Łukasza Jaworskiego

Tyle tych uwarunkowań i różnic. Czy można sobie poradzić w każdym z takich biegów?

„Dla chcącego nic trudnego”, jak mówi stare polskie przysłowie. Wszystkiego można się nauczyć, zaczynając od krótkich dystansów, a kończąc na takich gigantach, jak górski bieg o długości 377 kilometrów. Oprócz uporu ważne jest oczywiście odpowiednie przygotowanie.

Jakie sportowe osiągnięcia, laury i trofea przyniosły ostatnie cztery lata?

Pozwól, że wymienię, bo w tym czasie nie próżnowałem (śmiech). Kocham ruch, a bieganie sprawia mi niesamowitą przyjemność. Tak wyglądały moje biegowe dokonania:

  • Ultra Way w 2022 roku – przebiegłem 160 km z czasem 22 h 26 min z przewyższeniem 3560 metrów,  zajmując 1 miejsce w kategorii wiekowej 40+ i 6 miejsce w klasyfikacji OPEN.
  • Garmin Ultra Radków kolejne wyzwanie w 2022 roku – zaliczyłem 164 km z czasem 20 h 42 min z przewyższeniami 6120 metrów, plasując się na 6 miejscu.
  • UltraKotlina 180 w 2022 roku – zaliczony dystans 180 km z czasem 25 h 11 min z przewyższeniem 5960 metrów, zajęte 2 miejsce.
  • Izery Ultra-Trail 100 w 2025 roku – trasa o długości 104 km z czasem 11 h 41 min z przewyższeniem 2650 metrów, ukończona na 6 miejscu.
  • Chojnik Karkonoski Festiwal Biegowy – Ultra Chojnik w 2025 roku – ukończyłem 102 km z czasem 15 h 11 min z przewyższeniem 5110 metrów – na pozycji 9.
  • Baran Trail Race – BTR 180 w 2025 roku – 180 km z czasem 34 h 42 min z przewyższeniem 9970 metrów, gdzie zająłem 5 miejsce. Planowałem zdobyć 1 miejsce, ale z uwagi na kontuzję mięśnia czworogłowego prawego uda musiałem ostatnie 70 km iść, ponieważ z bólu nie dałem rady już biec.
  • Piekło Czantorii – Lucyfer w 2025 roku – przebiegłem 95 km z czasem 16 h 9 min z przewyższeniem 7791 metrów, zajmując wysokie 2 miejsce. Dodam tylko, że 5 osób ukończyło bieg, a było tam wielu bardzo dobrych i doświadczonych biegaczy ultra, co uważam za mój wielki sukces.
  • XX MEMP Kierat w 2025 roku – 100 km z czasem 12 h 12 min z przewyższeniem 3800 m, gdzie zająłem 2 miejsce na 369 uczestników, co jest moim ogromnym sukcesem. Jest to bieg na orientację, gdzie na podstawie mapy należy odnaleźć w lesie 14 punktów. Nie była to łatwa sprawa, tym bardziej, że nie miałem zegarka z tymi punktami, a jedynie czasomierz wskazówkowy (w regulaminie nie było podane, jaki należało mieć). Wobec tego zaproponowałem zawodnikowi, który biegł w czołówce, że będę jego „nogami”, a on moim zegarkiem (mapą), na co się zgodził. Dzięki temu zajęliśmy drugie miejsce „ex aequo” (wspólnie).

Domyślam się, że były jeszcze inne biegi. Który z nich najbardziej zapamiętałeś?

Zgadza się. Mam ich trochę na koncie. Najlepiej wspominam jednak Bieg Kreta liczący 377 km, w którym uczestniczyłem w 2023 roku. Nie byłem do niego przygotowany mentalnie i spotkało mnie na trasie wszystko, co mogło być najgorsze. Kilkudniowy deszcz, który padał non stop, śnieg, burza, podwójne bąble na stopach, wychłodzenie organizmu.


Bieg Hardcore Kreta, jestem na Śnieżce
Zdjęcie: Archiwum prywatne Łukasza Jaworskiego

Chyba nikt z obsługi biegu i mojego suportu nie wierzył, że uda mi się go ukończyć, a jednak się udało. Po 98 godzinach dotarłem do mety, mając za sobą tylko 4 godziny snu i 2 godziny leżenia u wolontariuszy w bagażniku samochodu. Dodam, że zrobiłem to jako jedyny zawodnik bez pomocy kijków.

Pewnie wymagało to od Ciebie wielkiego poświęcenia?

Poświęcenia i wiary, że dotrwam do końca, pomimo tych wszystkich przeciwności. Wierzyłem w siebie, że się uda, chociaż wszystko wskazywało na to, że nie dam rady. To doświadczenie nauczyło mnie, żeby zawsze iść za wewnętrznym głosem i nie poddawać się mimo trudności, nawet jeśli inni uważają, że to, co robisz, jest niewykonalne lub bezsensowne. Należy zawsze walczyć do końca.

Jaki był Twój ostatni bieg?

Był to Szlak Orlich Gniazd o długości 164 kilometrów. Miał miejsce w kwietniu 2026 roku i obejmował dystans z Krakowa do Częstochowy. Pomysł na przebiegnięcie tej trasy „zakiełkował” mi już kilka lat temu, ale niestety wtedy organizator zrezygnował z kontynuowania tej imprezy i dopiero po kilku latach zdecydowano się na reaktywowanie biegu, dodając również rowery na dystansie 190 kilometrów.

Opowiedz nam o przygotowaniach? Czy nastawiałeś się na sportową rywalizację i walkę o podium?

Od grudnia 2025 r. zacząłem się do niego przygotowywać bez jakiegokolwiek nastawienia na zdobycie „pudła”. Stając na starcie, myślałem o dobrej zabawie i pozytywnej energii. Oczywiście spokój w głowie i koncentracja były od samego początku.

I wreszcie bieg. Czy był wymagający? Które jego etapy sprawiły Tobie największą trudność?

Jak każdy zresztą. Przygotowanie, kondycja, koncentracja i odpowiednia strategia. Te wszystkie elementy musza ze sobą współgrać, zarówno przed startem, jak i w trakcie biegu. Zresztą opowiem jak to wyglądało w realu.

Wystartowaliśmy całą grupą i taką ekipą biegliśmy przez miasto. Kiedy byliśmy już poza centrum, to znalazłem się w czołówce kilku biegaczy. Gdy się później rozbiegliśmy, to pomyliłem trasę i musiałem zawracać, przez co nadrobiłem kilometrów. Zdarza się najlepszym, dlatego cały czas trzeba być skoncentrowanym.


Bieg Szlakiem Orlich Gniazd, przez 100 km biegłem wspólniez Mariuszem Smykiem
Zdjęcie: Archiwum prywatne Łukasza Jaworskiego

Wracając do biegu to zacząłem biec z innym zawodnikiem i tak wspólnie trzymaliśmy się razem przez około 100 kilometrów. Czułem, że jesteśmy „kulą energii”, która unosi się nad ziemią i podąża przez różne krajobrazy. Mało rozmawialiśmy, aby przy takim tempie oszczędzać energię, ale rozumieliśmy się bez słów. Uzupełnialiśmy się w biegu i gdy on prowadził tempo, ja odpoczywałem, a później na odwrót.

W czasie pokonywania trasy trafiały się fragmenty dróg leśnych z piachem, w którym nogi się zapadały. Z uwagi na fakt, że wiele treningów robiłem na piaszczystych terenach, nie był on mi straszny, natomiast na pewno „zmiękczył” wielu zawodników. To, co mnie zaskoczyło w tym biegu – to fakt, że nie było tam dużo odcinków górskich. Dlatego nie była to moja wymarzona trasa.

Na pit stopach uciekałem szybciej, ale on mnie doganiał i pojawiał się z ciemności w lesie. Droga biegła w większości po asfalcie, ale ze wzniesieniami. Miałem małe problemy żołądkowe, natomiast mój współbiegacz zmagał się z odwodnieniem, nie mógł przyjmować niczego, ponieważ od razu wszystko zwracał. Pierwszy raz widziałem kogoś w takim stanie, ale mój kompan cały czas walczył i nie poddawał się. „Po piętach” deptała nam mistrzyni świata z biegu na 24 h i 48 h – Patrycja Bereznowska.

Na 130 km zdecydowałem, że zostawiam mojego dotychczasowego towarzysza biegu, musiałem się od niego odłączyć, ponieważ przeczuwałem, że nie da już rady utrzymać takiego tempa, a Patrycja była tuż za nami i wiedziałem, że będzie chciała nas wyprzedzić. Potwierdzały to pit stopy, z których schodziliśmy, a ona od razu przybiegała. Była bardzo blisko, a kolejni zawodnicy wiele kilometrów za nami. To była moja najlepsza taktyczna decyzja.

Już po biegu okazało się, że Patrycja wyprzedziła mojego kompana w okolicy 140 kilometra. Cały czas utrzymywałem do niej dystans około 3 km, który „dowiozłem” aż do mety. Na 155 km trasy już opadłem z sił i jedynie szybko szedłem, na moje szczęście Patrycja również była zmęczona i nie przyspieszyła – utrzymując to samo tempo, co ja.


Taniec szczęścia wykonany podczas wbiegania na metę na wzgórze Jasnej Góry jako pierwszy w Biegu Szlakiem Orlich Gniazd
Zdjęcie: Archiwum prywatne Łukasza Jaworskiego

W Częstochowie ostatkiem sił chciałem przyspieszyć, ale okazało się, że na trasie była sygnalizacja świetlna i trzeba było cyrklować, jak nie wpaść na czerwone światło. Tuż przed metą na Jasnej Górze wbiegłem, wykonując taniec szczęścia i w ten sposób pierwszy raz w mojej karierze zająłem I miejsce w kategorii OPEN z wynikiem 19 godzin 43 minut. Moja średnia prędkość na trasie z przewyższeniami około 2700 metrów wyniosła 8,3 kilometra na godzinę.

Czy czułeś się prawdziwym zwycięzcą?

Na pewno, nie tylko trasy, ale zwyciężyłem sam ze sobą, pokonałem wszelkie bariery i przeciwności. Było to zwieńczenie 9 lat ciężkiej pracy, wielu wyrzeczeń, porażek, mniejszych i większych sukcesów. Wszystko złożyło się na zajęcie tego pierwszego miejsca. Marzenie zostało spełnione. Zrozumiałem, że jestem już „wolny”. Teraz muszę na nowo nauczyć się biegać (śmiech).


Pierwsze miejsce na pudle w Biegu Szlakiem Orlich Gniazd
Zdjęcie: Archiwum prywatne Łukasza Jaworskiego

Na mecie pojawiła się taka refleksja: „dlaczego ostatni biegacze nie dostają nagród, przecież to więcej kosztuje ich wysiłku, aby ukończyć taki bieg niż biegaczy z podium”.

Czy zdarzyło się kiedykolwiek nie ukończyć biegu?

Jak dotychczas na kilkadziesiąt biegów, w których brałem udział, to nie ukończyłem tylko jednego Salamandra Ultra Trail. Odbywał się na dystansie 100 km i nie byłem do niego przygotowany fizycznie. Inną kwestią były bardzo trudne warunki terenowe i w czasie biegu trzeba było się przedzierać przez pół metrowe zaspy, pod którymi płynęła lodowata woda.

Od tego czasu jestem zawsze przygotowany do każdego dystansu na 100% zarówno fizycznie, jak i mentalnie. Nigdy nie daję sobie taryfy ulgowej, zawsze do treningu wybieram najtrudniejsze podłoża i trasy, aby być gotowym na najgorsze, co mogłoby mnie spotkać w czasie biegu.

Czy udział w ultramaratonach wymaga specjalnych przygotowań?

W moim przypadku najważniejsze są treningi wydolnościowe. Dlaczego? Uważam, że nic nie powinno mnie zaskoczyć na trasie. Każdy z nich traktuję jako przygotowanie do ultramaratonu. Nie robię żadnych interwałów, a jeśli już, to od razu na odcinku 400 metrów pod górkę.


UltraKotlina 180, drugie miejsce
Zdjęcie: Archiwum prywatne Łukasza Jaworskiego

Wszystko, co robię w czasie przygotowań do biegu, odbywa się w rytm natury i niekiedy mojego nastroju. Raz rozpiera mnie energia, a raz nie chce mi się wstać z łóżka. Dlatego tak istotne jest, aby słuchać swojego ciała, które nam mówi, kiedy jest zdolne do wysiłku.

Jeśli mam słabszy dzień, to biegnę jak leniwiec (śmiech), mając nadzieję, że może po 10 kilometrach coś się zmieni, a jeśli mam nadwyżkę energii to „wszędzie mnie pełno”.

Co jest w tym wszystkim najważniejsze? Jak często trenujesz i w jaki sposób?

Myślę, że cierpliwość i konsekwencja w tym, co się robi. W czasie treningów nieważne jest tempo, istotny jest czas, jaki przeznaczam na przygotowanie do konkretnego biegu. Trenuję 6 dni w tygodniu do biegów na dystansie do 100 kilometrów. Staram się, aby trening trwał 1,5 godziny. Jeśli jednak przygotowuję się na dłuższy dystans, to zwiększam czas do 2 godzin lub więcej dziennie i robię głównie podbiegi i marsze pod stromą górę.

Każdy trening ze wzniesieniem daje większe przełożenie na wyniki i jest bardziej efektywny niż trening na płaskim terenie, co daje lepsze przygotowanie do trasy w górach. Czasami tuż po treningu wykonuję ćwiczenia rozluźniające z elementami jogi, natomiast wieczorem w domu staram się wykonywać stretching z elementami relaksacyjnymi. 

Planując trening, jeśli mam już wybrać trasę, to zwykle wybieram tę najtrudniejszą, bo tylko taka kształtuje charakter i szlifuje hart ducha.

Jak wygląda Twoja dieta? Czy preferujesz konkretne produkty? Jak wyglądają posiłki podczas biegu? Czy dbasz o utrzymanie właściwej wagi?

Nie stosuję konkretnej diety. Jem to, na co w danej chwili mam ochotę. Potrafię zjeść przed treningiem tabliczkę czekolady, a bywa, że i słoik śledzi. Osobiście uważam, że jest to kwestia indywidualna i wypracowanie własnych nawyków żywieniowych, aż będziemy wiedzieć, czego w danej chwili potrzebuje organizm, kiełbasy, wege, czy może chemicznych suplementów, żeli lub dopalaczy.

Osobiście preferuję owoce, takie jak mango, banan i ananas. Jeżeli chodzi o płyny to soki naturalne, wodę z miodem i cytryną jako izotonik. Jedynym napojem, jaki dodaje mi energii w trakcie biegu, jest cola. Równie ważne są też zupy (pomidorowa, z soczewicą, rosół, krupnik). Jeżeli chodzi o inne posiłki to jajecznica, makaron oraz ziemniaki.

Posiłki znajdują się na pit stopach co kilkadziesiąt kilometrów i są one w różnej postaci. W trakcie np. 180 kilometrowego biegu mi najzupełniej wystarcza kilkanaście zup (śmiech) i bardzo dużo coli.

Najważniejsze jest utrzymanie odpowiedniej wagi ciała. Przy moich 182 cm wzrostu najlepsza waga waha się od 75 kg do 79 kg.

Czy podczas biegu używasz specjalistycznego wyposażenia? Jaki element ubioru biegacza jest najbardziej istotny?

Do technologii nie przywiązuję żadnej wagi, ponieważ w tak długich biegach liczy się tylko determinacja, odwaga i wytrwałość w dążeniu do celu. Najlepsze wyposażenie to takie, w którym czuję się najlepiej.

Podstawa to obuwie, bo chroni stopy. Musi być wygodne i wytrzymałe. Jest wiele marek i firm produkujących profesjonalne obuwie. Ja testowałem różne buty. Według mnie z kilkunastu par, w jakich biegałem, najtrwalsze były Brooks Caldera 6, które wytrzymały ponad pół roku ciężkich treningów. Natomiast do samych biegów w górach najlepiej sprawdziły się New Balance Fresh Foam X More Trail. Te buty jako jedyne wytrzymały aż 5 biegów ultra, inne marki zazwyczaj tylko 2 lub 3 takie dystanse.

Podkreślę, że są to jedynie moje własne doświadczenia z obuwiem sportowym.  Tak naprawdę każdy zawodnik ma swoje własne preferencje. Jeden wybierze taką markę, a drugi inną.  W tym zakresie jest dowolność. Firm i rodzajów obuwia, jak już wspomniałem, jest bardzo szeroki wybór. Każdy wybiera to, w czym sam czuje się najlepiej.

Co doradziłbyś osobie, która chce rozpocząć treningi biegowe?

Żeby cokolwiek mogło się wydarzyć, to musi narodzić się motywacja. Osobiście uważam, że nie wszyscy muszą biegać, ale każda forma ruchu jest wskazana. Najlepsza jest taka, która jest synchroniczna z naszą sylwetką ciała, mam tu na myśli to, aby jedna strona ciała wykonywała podobne ruchy, tak jak druga. Ma to wpływ na działanie i pobudzanie półkul mózgowych. Dla mnie najlepszy jest taniec, ale spacer też robi swoją robotę, pracuje serce, układ krążenia, płuca, przez co eliminujemy wiele chorób.

Czy współpracujesz z innymi biegaczami? Czy masz swój własny sposób biegania, a może korzystasz z tzw. dobrych praktyk, wzorując się na sprawdzonych stylach biegania innych zawodników?

Pracuję również z różnymi biegaczami i kocham obserwować innych zawodników, szczególnie to, jak się poruszają. Jest w tym coś mistycznego, ruch – najwyższa forma urzeczywistnienia. Jeśli w czasie treningu zobaczę coś ciekawego, to staram się to wykorzystywać u siebie.


Ultra Way, pierwsze miejsce w kategorii 40+
Zdjęcie: Archiwum prywatne Łukasza Jaworskiego

Bardzo też lubię eksperymentować i staram się biegać inaczej niż wszyscy, każdy mój ruch jest inny, zmieniam odległości ułożenia stóp i rąk, aby samemu się zaskoczyć, aby nie było monotonii, aby zmienić trajektorię tego ruchu, różne kąty i promienie, aby stopa pracowała i wszystkie części ciała góra – dół.

Jak trenujesz, sam czy z innymi sportowcami? Słuchasz wtedy muzyki? Może masz swoje ulubione miejsca do biegania? Czy udzielasz może wskazówek innym, pomagasz w treningach?

Uwielbiam biegać przy muzyce, która sprawia, że czuję się jakbym „unosił się nad ziemią” w trakcie biegu. Wprowadzam się wtedy w pewien stan medytacji. Biegam na Agrykoli, w Łazienkach i w Falenicy.

Ostatnio trenowałem z najlepszą partnerką sportową – rowerzystką, która zainspirowała mnie swoją determinacją, gdyż jako jedyna robiła więcej podjazdów niż większość zawodników. Ostatnio zajęła 1 miejsce w duathlonie. Takie wspólne treningi nie tylko kształcą, ale też uczą, jak można się wspierać podczas biegu.

Zdarza się, że pomagam w treningach swoim znajomym. Jeden z nich dzięki mnie ukończył maraton górski, z czego obydwaj jesteśmy bardzo dumni. Moim zdaniem nie odległość jest najważniejsza, ale przekraczanie swoich możliwości. I to właśnie trzeba w sobie odnaleźć.

Jakie masz plany na przyszłość?

Plany na przyszłość kształtują się z miesiąca na miesiąc. Już dawno stwierdziłem, że nie muszę nikomu nic udowadniać, ale zawsze pojawia się jakieś wyzwanie, a potencjał z wraz z upływającym czasem, jak widać – rośnie. Niekiedy zastanawiam się, skąd mam tyle energii, której poziom wcale z wiekiem nie spada. Lubię to, co robię i sprawia mi to wiele przyjemności.


Udzieliłem wywiadu po zwycięstwie na Jasnej Górze w Biegu Szlakiem Orlich Gniazd
Zdjęcie: Biuro Prasowe Jasnej Góry/o.MB

Zapisałem się już na kilka kolejnych ultramaratonów po 100 km. Jako „wisienkę na torcie” traktuję bieg Ultra Wyrypa na dystansie 270 km w Bieszczadach z sumą przewyższeń 9400 metrów. Jest to jeden z najtrudniejszych biegów w Polsce.

Masz już tyle biegów zaliczonych. Czy jest jeszcze jakieś miejsce, w którym nie pobiegłeś?

Do ukończenia wszystkich biegów „ultra” w górach powyżej 100 km w Polsce zostało mi już tylko kilka wyzwań i zastanawiam się, co będę robił dalej. Pewnie biegał i czekał, jak zapowiedzą kolejny ultramaraton (śmiech). Może też w wolnej chwili zajmę się pisaniem książki o ukończonych biegach górskich. Uważam, że trzeba czerpać z życia jak najwięcej.

Życzę wszystkim, aby spełniali swoje marzenia, niekoniecznie te biegowe, bo jesteśmy tutaj dla dobrej zabawy, także korzystajcie.

Patrząc na Twoje sportowe dokonania, można domniemywać, że jest jakiś światowy ranking, w którym masz już swoje zasłużone miejsce?

Masz rację. W ogólnoświatowym rankingu biegaczy górskich ITRA znajduję się obecnie w gronie 2% najlepszych biegaczy na świecie, a po ostatniej wygranej, pewnie będę w 1,66 %, ale tak naprawdę to nie ma żadnego znaczenia.

Traktuje to jako wspaniałą odskocznię od pracy i jest to dla mnie najlepszy sposób na rekreację.

Dziękuję za rozmowę.

OD REDAKCJI

Aspirant sztabowy Łukasz Jaworski, nasz ultramaratończyk, to przede wszystkim funkcjonariusz, który od 23 lat z dumą nosi policyjny mundur, a w służbie z równym, jak podczas swoich biegów – poświęceniem – realizuje zadania i obowiązki, prowadząc na co dzień jako dochodzeniowiec sprawy dotyczące różnych kategorii przestępstw.

Jest doskonałym przykładem na to, że w Policji jest wielu wartościowych funkcjonariuszy, odważnych i gotowych do niesienia pomocy innym.

Czego można mu życzyć? Aby zarówno w służbie, a także podczas swoich ultrabiegów, zdobywał kolejne ich etapy, szlify i doświadczenie, a przy tym był zawsze sobą. Może za jakiś czas znowu przypomnimy „Jawora” i zobaczymy ile kolejnych ultramaratonów zaliczył.

Pozdrawiamy i zachęcamy do kontynuowania tej pięknej, sportowej pasji, cyt. tytuł pierwszego artykułu:  „Biegnij Jaworek, biegnij!”.

Dodamy jeszcze tylko, że przełożeni Łukasza mogą być bardzo dumni z takiego funkcjonariusza.