Aktualności

Gdy służba uczy patrzeć, a pasja widzieć

08.10.2026 • Karina Pohoska

Są historie, które nie potrzebują ozdobników, bo same w sobie niosą wszystko – emocje, sens i prawdę. Taką historią jest opowieść o sierż. sztab. Patrycji Kondratiuk z Komendy Rejonowej Policji Warszawa VII. Kiedy zaczyna się jej słuchać, szybko okazuje się, że nie da się tego zamknąć w jednym słowie ani w jednej roli. Bo jest policjantką, fotografką i mamą, a każda z tych ról przenika się z pozostałymi, tworząc spójną, bardzo ludzką całość.

W obiektywie i mundurze

To, co w Patrycji uderza najbardziej, to sposób, w jaki patrzy na świat. Nie tylko przez obiektyw aparatu, nie przez policyjną odznakę, ale przede wszystkim przez życiowe doświadczenia, które zebrała przez lata. I choć mogłoby się wydawać, że mundur i aparat stoją po dwóch różnych stronach, w jej przypadku te światy nie tylko się nie wykluczają, one się wzajemnie uzupełniają.


Zdjęcie: Gosia Kowalska

Fotografia – pierwsze kroki

Historia Patrycji zaczyna się od fotografii. Jeszcze jako nastolatka, w gimnazjum, dostała swój pierwszy aparat cyfrowy. Dla wielu to tylko gadżet, dla niej był początkiem czegoś znacznie większego. Od razu zaczęła robić zdjęcia koleżankom, sąsiadkom, a najchętniej swojej przyjaciółce, która cierpliwie znosiła kolejne pomysły i eksperymenty, których nie brakowało. Już wtedy tworzyła kadry z wyobraźnią, szukała historii, budowała klimat.

Z uśmiechem wspomina jedną z takich sesji, zimową, w szczerym polu, przy siarczystym mrozie i śniegu sięgającym kolan. Motywem przewodnim była stara, skórzana walizka należąca do jej dziadka. Było zimno, niewygodnie, a jej modelka z pewnością miała momenty zwątpienia, ale efekt wynagrodził wszystko. „Byłam tak dumna z tych zdjęć, że aż mnie rozpierało” – mówi. I choć skończyło się przeziębieniem, dziś wspomina to z ogromnym sentymentem. Bo właśnie wtedy po raz pierwszy poczuła, że fotografia to coś więcej niż tylko robienie zdjęć.

Wybór – Policja

Mimo że aparat był pierwszy, bardzo szybko w jej życiu pojawił się także mundur. Już w liceum wybrała klasę o profilu wojskowym, kierując się potrzebą pomagania innym. To nie była przypadkowa decyzja, raczej naturalna konsekwencja tego, kim była. Chciała mieć wpływ, działać, być blisko ludzi w momentach, kiedy najbardziej tego potrzebują.

Z Komendą Rejonową Policji Warszawa VII związana jest od początku swojej służby, czyli od dziesięciu lat. To tam zdobywała doświadczenie, które, jak dziś widać, ukształtowało nie tylko ją jako funkcjonariuszkę, ale także jako człowieka i artystkę.


Zdjęcie: Gosia Kowalska

Najpierw prewencja

Zaczynała w prewencji, w patrolu. To etap, który wielu policjantów nazywa szkołą życia, bo jest intensywny, wymagający, często nieprzewidywalny. Właśnie wtedy uczyła się reagować, podejmować decyzje, ale przede wszystkim obserwować ludzi. Trafiła na wartościowych współpracowników, od których wiele się nauczyła, a szczególnie ważną postacią był jej partner służbowy. Choć dziś już go nie ma, to wiedza i podejście, które jej przekazał, wciąż są obecne w jej pracy i codzienności. To także w tym czasie poznała swojego męża, więc ten etap miał dla niej znaczenie nie tylko zawodowe, ale i osobiste.

Później służba kryminalna

Kolejnym krokiem był wydział kryminalny, a dokładniej zespół dochodzeniowo-śledczy. Tam rzeczywistość wyglądała zupełnie inaczej. Tempo pracy było ogromne, presja czasu nieustanna, a każda decyzja mogła mieć realne konsekwencje. To doświadczenie nauczyło ją cierpliwości, analizy i jeszcze większej uważności na szczegóły, bo czasem to właśnie drobiazg decydował o kierunku całej sprawy.

Kumulacja doświadczeń – profilaktyka społeczna

Dziś pracuje w Zespole ds. Profilaktyki Społecznej i jak sama przyznaje, jest to dla niej niezwykle satysfakcjonujący etap. Może korzystać z doświadczeń zdobytych wcześniej, ale jednocześnie działać w sposób bardziej kreatywny, bliższy ludziom. Buduje relacje, realizuje projekty, które mają realny wpływ na społeczeństwo, a przy tym pracuje w zespole, w którym czuje wsparcie i dobrą energię.

„Największą satysfakcję daje mi moment, kiedy naprawdę mogę komuś pomóc. I ta zwykła, ludzka wdzięczność, bo ona przypomina, że to, co robię, ma sens” – mówi.

Policyjny zmysł, artystyczne spojrzenie

To, co wyniosła z Policji, bardzo wyraźnie widać w jej fotografii. Umiejętność obserwacji, wychwytywania detali, czytania emocji, to wszystko przenosi do pracy z aparatem.

„W Policji uczysz się zwracać uwagę na drobiazgi, takie jak spojrzenia, gesty, sposób poruszania się. W fotografii jest to bezcenne” – podkreśla.

Podczas sesji nie skupia się wyłącznie na ustawieniu kadru czy technice. Najważniejszy jest dla niej człowiek. Najpiękniejsze zdjęcia powstają wtedy, kiedy fotografowana osoba przestaje myśleć o aparacie. Kiedy pojawia się naturalność, spontaniczny uśmiech, ciepłe spojrzenie, drobny gest, taki od siebie, podyktowany chwilą. To właśnie te momenty tworzą prawdziwą historię.


Zdjęcie: Patrycja Kondratiuk (achiwum prywatne)

Jej fotografia krąży wokół emocji, radości, miłości, czułości, ekscytacji. Szczególnie bliskie są jej sesje rodzinne i ciążowe, bo niosą w sobie ogrom ładunku emocjonalnego. „Chcę, żeby zdjęcia mówiły o ludziach więcej niż słowa” – przyznaje. A gdyby miała wskazać jedno słowo, które najlepiej opisuje jej styl, bez wahania wybiera autentyczność.

Najczęściej pracuje w swoim studiu, które stworzyła od podstaw. To jej przestrzeń. Dopracowana, przemyślana, zbudowana zgodnie z własną wizją. Jak sama żartuje, fizycznie stworzył ją mąż, ale każdy detal był jej pomysłem. To miejsce daje jej pełną kontrolę nad światłem i atmosferą, pozwala skupić się wyłącznie na tworzeniu.

Mundur i fotografia – dwa światy

Zapytana o różnicę między mundurem a aparatem, odpowiada bardzo trafnie: „Mundur to odpowiedzialność i siła zewnętrzna, a aparat to siła wewnętrzna”. W tym jednym zdaniu zawiera się wszystko. W pracy musi być konkretna, zdecydowana i odporna, natomiast fotografia pozwala jej być wrażliwą, kreatywną i bliżej emocji, zarówno swoich, jak i innych.

Kadry relaksu i odpoczynku

Nie ukrywa, że fotografia jest dla niej formą odskoczni od trudów służby. To sposób na odreagowanie, wyciszenie się i przeniesienie ciężkich emocji w coś twórczego. „Stres zamieniam w kreatywność” – mówi z uśmiechem.

Pogodzenie służby i pasji

Łączenie tych dwóch światów nie jest łatwe. Służba bywa wymagająca, czas wolny jest ograniczony, a zmęczenie często daje o sobie znać. Mimo to każdą chwilę, którą może wygospodarować, poświęca swojej pasji. Bo fotografia nie jest dla niej dodatkiem, jest częścią jej tożsamości.

Często spotyka się ze zdziwieniem, kiedy ludzie dowiadują się, że policjantka może być jednocześnie artystką. Dla wielu to zestawienie wydaje się nieoczywiste, wręcz sprzeczne. Ona jednak widzi to inaczej. „To zdziwienie pokazuje, jak bardzo lubimy wkładać ludzi w schematy. A przecież jedno wynika z drugiego” – zauważa.


Zdjęcie: Gosia Kowalska

Mundurowa, fotografka i mama

Poza mundurem i aparatem jest jeszcze jedna ważna rola, która ma dla niej szczególne znaczenie – bycie mamą. To doświadczenie nauczyło ją jeszcze większej cierpliwości, empatii i uważności. I właśnie te cechy widać zarówno w jej pracy w policji, jak i w fotografii. Dzięki nim potrafi dostrzec to, co subtelne, delikatne i często niewidoczne na pierwszy rzut oka.

Zapytana o zdjęcie, które wciąż czeka na zrobienie, odpowiedziała bez wahania: jej własnej rodziny. I dodała z uśmiechem, że w tym przypadku powiedzenie o szewcu chodzącym bez butów sprawdza się idealnie.

W służbie mundur, ale zawsze człowiek – portret prawdziwy

Gdyby miała pokazać siebie jednym kadrem, byłby to portret pełen wrażliwości i empatii, ale też siły, determinacji i odrobiny luzu. Zdjęcie szczere, prawdziwe, pozbawione sztuczności. Dokładnie takie jak ona sama, po prostu i aż – Patrycja. I może właśnie dlatego ta historia zostaje w myślach na dłużej, bo pokazuje, że za mundurem zawsze stoi człowiek. Z emocjami, pasją i własną opowieścią, którą warto usłyszeć, przeczytać i zobaczyć.