To był ciepły, letni dzień. Musiałem podjechać w al. Solidarności, gdzie czekała ekipa reporterska przygotowująca program o naborze do stołecznej Policji. Przed siedzibą Sekcji do spraw Doboru kłębił
się niewielki tłumek. Przeważali panowie, ale reprezentacja chcących założyć mundur pań także była widoczna. Reporterka i kamerzysta czekali przy budynku.
Wojna w Ukrainie spowodowała, że w różnych dziedzinach ruszyła pomoc dla dotkniętego agresją kraju. W bardzo nietypowej, aczkolwiek ważnej sferze, postanowił wspomóc naszych wschodnich pobratymców, Tomasz Miś, doktorant z Politechniki Warszawskiej. Aby pomóc obywatelom walczącego z najeźdźcą kraju, w sytuacji gdy nowoczesne urządzenia techniczne mogą zawodzić, gdy rozładują się smartfony, a maszty telefonii komórkowej zawiodą, postanowił gromadzić i udostępniać informacje o aktualnych częstotliwościach na których nadają ukraińskie rozgłośnie, a także stacje, w których to można posłuchać bieżących informacji z Ukrainy. Pomoc równie szczytna jak każda inna. Wystarczy stary radioodbiornik, żeby znaleźć częstotliwość i posłuchać przydatnych newsów i wiadomości o Ukrainie i z Ukrainy.
Ten pełen energii wyżeł służy wraz ze swoim przewodnikiem mł. asp. Konradem Wojciechowskim w jednym z wrocławskich komisariatów Policji. Dzięki wysoko rozwiniętym zmysłom: węchu i słuchu, doskonale radzi sobie w akcjach poszukiwawczych mających miejsce w lasach, budynkach czy w trudnym terenie, gdzie znajdują się zbiorniki wodne. Ozi jest jednym z dwóch wyżłów służących w Polskiej Policji. Ci wyjątkowi czworonożni przyjaciele ciągle udowadniają swoimi sukcesami, że można ich śmiało nazywać psimi bohaterami. Ozi posiada umiejętność wyszukiwania ludzkich zwłok.
W chwili, gdy zamykamy ten numer SMP bohaterska Ukraina kolejny dzień stawia opór rosyjskiemu najeźdźcy. Działania wojenne wymierzone nie tylko w infrastrukturę wojskową i armię, ale także w ludność cywilną, starców, kobiety i dzieci, spowodowały masowy exodus. Dzisiaj wiemy, że liczba osób przekraczających polską granicę w poszukiwaniu ochrony i bezpiecznego miejsca, przekroczyła milion i cały czas rośnie.
Człowiek sił specjalnych. Wojownik z pasją i historią, którego nie trzeba przedstawiać miłośnikom spec jednostek. Były Operator 1 Pułku Specjalnego Komandosów (obecnie Jednostka Wojskowa Komandosów w Lublińcu) i Oddziału Bojowego Jednostki Wojskowej GROM, gdzie odpowiadał za wyszkolenie w zakresie walki wręcz. Wielokrotny uczestnik misji zagranicznych. Weteran wojny w Afganistanie i Iraku. Kawaler Orderu Krzyża Wojskowego - najwyższego odznaczenia wojskowego nadawanego za czyny bojowe w czasie pokoju połączone z wyjątkową ofiarnością i odwagą w czasie działań bojowych przeciwko aktom terroryzmu. Sportowiec. Z Arkadiuszem „Motylem” Dembińskim, spotykamy się w miejscach, które w „służbie - po służbie” pozwalają na czerpanie z jego umiejętności oraz specyficznych cech charakteru.
Nadkomisarza Jarosława Sawickiego, oficera prasowego z piaseczyńskiej komendy, zna bez wątpienia większość policjantów garnizonu stołecznego. A to głównie za sprawą głośnych medialnych spraw, które miały miejsce podczas jego służby prasowej w komendzie w Otwocku, a później Piasecznie. Ucieczka do Francji kierowcy, który w 2014 roku w Czarnówce potrącił śmiertelnie 14-letniego chłopca czy też szeroko zakrojone wielomiesięczne poszukiwania pytona nad Wisłą, to tylko niektóre wydarzenia, które od strony działań Policji oraz służb przedstawiał Jarosław Sawicki. Opanowany, dyspozycyjny, a przede wszystkim otwarty w relacjach, jest przykładem na to, że w sytuacjach kryzysowych trzeba być zawsze przygotowanym na wypowiedź dla mediów. Mało kto wie, że Jarosław Sawicki do Policji trafił wprost ze środowiska filmowców. Był kierownikiem produkcji, a nawet scenarzystą seriali animowanych dla dzieci. Porozmawiajmy zatem o jego służbie i karierze filmowca.
Wizerunek Policji - od miłości do nienawiści i z powrotem
15.03.2022 • Mariusz Mrozek
Media tradycyjne potrafią wzbudzać wśród policjantów wiele irytacji. Dociekliwi, wścibscy dziennikarze zadający niewygodne pytania traktowani bywają jako zło konieczne, a kontakt z nimi często połączony jest z postawą, którą można porównać do chowającego się do swojej skorupy żółwia. Zaatakowany, siedząc w środku, próbuje niewygodną dla siebie sytuację przeczekać, wierząc, że gdy po pewnym czasie wychyli głowę na zewnątrz, wszystko będzie w porządku. To mało praktyczna metoda, której stosowanie może skutkować bardzo dotkliwą stratą wizerunkową. Dodatkowo do informacji przekazywanych przez prasę, radio i telewizję dochodzi siła mediów społecznościowych, często stanowiących naturalne poszerzenie zasięgu tych tradycyjnych.
O dzielnicowych mówi się sporo, a jeszcze więcej można napisać. Na przestrzeni lat pojęcie, wyobrażenie, a wreszcie rzeczywistość wiążąca się z tą funkcją, mocno ewaluowały. Warto więc pokazać bliżej ludzi, którzy są tymi „osławionymi” dzielnicowymi i to dzielnicowymi z prawdziwego zdarzenia, a także jakby nie brzmiało to trywialnie, z powołania. Czwórka dzielnicowych, o których mowa, to policjanci z komisariatów, niedużych, takich w których jest nieco ponad 30 etatów. A to oznacza, że jeśli się tam służy, to trzeba umieć wszystko i ze wszystkim dawać sobie radę. Śmiem twierdzić, że te dwa komisariaty dzielnicowymi stoją, tymi dzielnicowymi...
Zdrowie jest wartością bezcenną i każdemu trzeba życzyć go jak najwięcej. Życie bywa niekiedy przewrotne i czasami w jednej chwili tracimy grunt pod nogami, pojawia się nagła choroba. Jednak nawet w takiej sytuacji nie wolno się poddawać, a potrzebującym należ dać wtedy jak najwięcej z siebie, serca, czasu, wsparcia. W życiu policyjnego kontrterrorysty „Rycha” ze stołecznego SPKP, nagła choroba dotknęła najbardziej ukochaną i najbliższą osobę, 14-letnią córkę. Amelka nagle zachorowała na COVID-19, a przykrym następstwem tej choroby okazało się niedotlenienie i uszkodzenie mózgu. Z dnia na dzień, wesoła i uśmiechnięta dziewczyna, patrząca na świat z wielką ciekawością, poznająca jego uroki, ciesząca się życiem, trafiła do szpitalnego łóżka, przeżyła reanimację i została wprowadzona w stan śpiączki farmakologicznej. Teraz przebywa w klinice „Budzik”, gdzie przechodzi proces wybudzania i stymulowania organizmu do odruchów i odczuwania bodźców. Pomóżmy rodzinie Amelki! „Rychu” nasz niebieski brat czeka na wsparcie. Solidarni i razem, dajmy coś od siebie, pomóżmy jej wrócić do bycia nastolatką. Oby w kolejne urodziny sama dmuchnęła w 15 świeczek.
Maciej Stebel, Deputy Sheriff w Biurze Szeryfa Hrabstwa Douglas w stanie Nevada, to funkcjonariusz, z którym mieliśmy okazję współpracować przy artykule o policyjnym krążowniku szos - Fordzie Crown Victoria. Dzięki niemu mogliśmy pokazać odchodzącą powoli do lamusa prawdziwą legendę wśród radiowozów. Maciej Stebel jest bardzo aktywny w mediach społecznościowych, jest ambasadorem polskiej firmy Helikon-Tex, a przede wszystkim policjantem, który kocha swoją robotę, podkreślając w wielu wypowiedziach i filmach, że policjant powinien ciągle rozwijać się i doskonalić. Odważnie podejmuje się komentowania różnych, nawet trudnych policyjnych interwencji z naszej ojczyzny, zestawiając omawiane sytuacje z amerykańskimi realiami. Stara się być w tym wszystkim bardzo obiektywny. Ma w sobie wiele taktu i szacunku dla każdej policyjnej roboty, bez względu na to, czy jest wykonywana w Ameryce czy w Polsce. Z Maćkiem ukazało się już wiele wywiadów i rozmów online. Jednak ten z założenia miał być całkowicie inny niż wszystkie wcześniejsze, bo prowadzony w policyjnym duchu. Służba w amerykańskiej Policji jest bardzo interesująca także dla polskich funkcjonariuszy. Warto sprawdzić, czy spełnił się amerykański sen polskiego szeryfa.